sobota, 14 sierpnia 2010

REFORMA DTUSKA I

Premierzy mają zespoły doradców. Szefem zespołu dla Polaków najważniejszego jest pan Boni. Zapewne nie bez jego przyzwolenia w XII09 jego członkowie "wysmażyli" list "Róbmy coś, bo ten dług nas pogrąży".

Najważniejsze jego tezy to:
- kryzys nie jest wyłączną przyczyną deficytu budżetu, częściowo wynika ze spadku dochodów ale przede wszystkim ze wzrostu wydatków.
- wydatki antykryzysowe wzrastają w sposób trwały, nie znikną z budżetu po zakończeniu spowolnienia, w przeciwieństwie do działań państw UE, które zwiększają jednorazowo wydatki finansując działania antykryzysowe i obniżają podatki.

Wydatki sektora finansów publicznych wg planu na 2010 to 47,7% PKB - wzrost z 42% w 2008r. Oznacza to deficyt budżetu ok. 100 mld zł nowych kredytów a brak mechanizmów, które przy planowanym wzroście gospodarczym 3-4% w 2011r miałyby doprowadzić do obniżenia deficytu, mogą spowodować przekroczenie progów ostrożnościowych, zmuszając rząd do bolesnych cięć.

Mając tego świadomość rząd proponuje "szacher macher" z re-definicją długu publicznego i ukrywaniem części tego długu przez przejęcie przez ZUS części składek z OFE. Ma to być recepta na lek, który przesunie wydatki w czasie, ukrywając je obecnie. Daje to politykom poczucie bezpieczeństwa, bo powoduje "spadek" długu publicznego do PKB odsuwając go od granicy 55% i zachęcając do dalszego zadłużania budżetu w imię doraźnych celów politycznych.

By dług nas nie pogrążył doradcy proponują:
- ujednolicenie systemu emerytalnego dla rolników, służb mundurowych, górników, prokuratorów i sędziów
- wydłużenie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
- poprawa systemu ochrony zdrowia
- efektywniejsza administracja
- prywatyzacja
- efektywne transfery socjalne
- wdrożenie reform finansów publicznych generujących oszczędności

Z tego wynika, że wiedza o błędnej, pasywnej polityce finansowej funkcjonuje w świadomości DTuska. Wiedza i świadomość, że potrzebne jest również ponadpartyjne, ponad kadencyjne, społeczne porozumienie. I co?

Jesteśmy już po wyborach prezydenta. Do 4 VII temat w mediach nie istniał za sprawą celowo kreowanych faktów prasowych, powodzi, ciągania się konkurentów po sądach i innych "zabiegów". Mamy za sobą punktowe działanie - podwyżka VAT, którą rząd kupuje sobie czas do jesiennych wyborów samorządowych. Coś się zmieniło jednak po ponad roku, bo zespół widział wówczas zapewne równoważne co do efektu podwyżki VAT-u, "bezbolesne" politycznie: zniesienie 30-krotności przy odprowadzaniu składek na ubezpieczenia rentowe i podniesienie składek społecznych dla samo-zatrudnionych.

Widać jednak badania i analizy przeprowadzone po wyborach wykazały, że mogłoby to być jednak bolesne politycznie ze względu na potencjał wyborczy elektoratu, który by to dotknęło, w porównaniu do "niewielkiej" bo przez większość nieuświadamianej, jakiejś tam "vacianej" i jeszcze zaserwowanej w czasie kanikuły 1 % podwyżki VAT.

Tak oto dobrze zarabiający profesjonaliści oraz średni i mali przedsiębiorcy głosując na Namiestnika Komorowskiego i PO, oprócz podwyżki VAT - w tym wyraźnym wzrostem kosztów benzyny z powodu likwidacji przywileju "kratki" w aucie - otrzymają w niedalekiej przyszłości "prezent-podziękowanie" od DTuska w postaci również takiej zmiany w para-podatkach, bo nie ulega wątpliwości, że na podwyżce VAT, tymczasowej i 1% się nie skończy. Ale o tym w następnej części.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz