wtorek, 26 lipca 2011

Dług państwowy to nie dług

Dawno nic nie napisałem, zatem do dzieła.
Na blogu RZEPY jeden z blogowiczów napisał ni mniej ni więcej tylko - spróbuję znaleźć -" Czy wy nie macie własnych małych radości w życiu tylko przejmujecie się długami państwowymi?" a to wszystko w kontekście prawie 800 mld'owego długu państwa, który obciąża statystycznego obywatela PRL-bis na kwotę ponad 22800 zł.

Inny natomiast na te moje wyliczenie: "...piszecie, słyszę od dwudziestu lat przed każdymi wyborami. Za każdym razem ma już, już pierdyknąć i jakoś nie chce..."

No co można począć z takimi matołami. Jeden uważa, że długów państwa nie trzeba oddawać a drugi uważa, że jak nie "pierdyka" to można dalej się zadłużać. Nie dociera do matoła oczywista prawda, że w wyniku takiej postawy choćby jedno, że jeździ po fatalnych nieremontowanych drogach bo najpierw trzeba zapłacić płace nadmiernie rozrośniętej biurokracji stworzonej przez tuskowe państwo w celu poszerzenia bazy swojego elektoratu, wypłacić niesłusznie należne, nienależne zasiłki, emerytury, renty i stopniowo łupić również tego matoła w celu pokrycia wydatków i potrzeb które państwo lepiej zna od obywatela i wie co mu jest potrzebne nie tylko do życia.

Oba matoły wykazują wyraźne sympatie pro PO. 40 mld zł kosztuje obecnie obsługa, czyli odsetki od zadłużenia. Do matoła to nie dociera bo to dług państwowy i jemu nic do niego. PO wygra jesienne wybory i chocholi taniec będzie się dalej toczył, pewnie tak do 2013 i wtedy naprawdę pierdyknie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz